Skąd się wzięła polska gościnność?

Polska gościnność jest powszechnie znana. „Gość w dom, Bóg w dom” - mawiali dawniej Polacy. Mówią i dziś. W dawnych wiekach owa historyczna wręcz gościnność rozsławiona była przez cudzoziemców niemal na całym świecie. Mówiono nawet, że szlachcic polski jakby na karczmie siedział. Szlachta lubiła podróżować, nawet w najdalsze regiony kraju. Podróżowano do przyjaciół i do krewnych, oddalonych nieraz o setki kilometrów, nocując po drodze u innych przyjaciół lub u „innych” krewnych.

Przy fatalnych drogach i mostach, rzadkości miast i miasteczek oraz braku gospód, często taki nocleg trwał nawet klika dni, tygodni czy miesięcy. Podejmowano więc gościa razem z całą jego świtą i końmi. Na ogół goście witani byli z radością. Gość pożądany, był bożyszczem w szlacheckim domu. Otwierano przed nim nie tylko duszę, ale też cały dwór: pokoje, piwnice, spiżarnie, skarbiec, spichlerz, apteczkę itp. Rozmowa, taniec, gra, muzyka, jedzenie, prezenty – wszystko to składało się na obowiązkowy program polskiej gościnności.

Pojawienie się gości dawało pretekst do wystawnych kolacji i przyjęć, a także do wymyślania wciąż nowych rozrywek. Na wsi, gdzie nie było możliwości pójścia do teatru lub na koncert, wystawiano własne spektakle, operetki, pantomimy i inscenizowane szarady. Organizowano też bale tradycyjne i bale kostiumowe. Wszystkie te rozrywki wymagały zaprojektowania i uszycia wciąż nowych strojów, i kostiumów, przygotowania dekoracji, przybrania sali, obmyślenia rekwizytów, nauczenia się nowej roli, opanowania kolejnych kroków tanecznych oraz mnóstwa innych detali. Niektóre dwory i dworki wręcz konkurowały ze sobą o palmę pierwszeństwa w rankingu najbardziej wymyślnych uciech, serwowanych na cześć drogich gości. „Polak sam jeść nie lubi” – pisał Łukasz Gołębiowski, dlatego codziennie przy stole musi mieć towarzystwo. Jeśli nie ma bliższej rodziny, powinien kogoś zaprosić.

W polskim dworze zawsze było dość miejsca, by pomieścić odwiedzających, dać im coś do jedzenia, przydzielić osobistego służącego. A im dalej od miasta, tym gość był bardziej pożądany, ponieważ przywoził nowiny i ploteczki. Szczególnie miło widziani byli goście posiadający dar prowadzenia konwersacji oraz opowiadania ciekawych. Odjazd zaś gości traktowano jak prawdziwe nieszczęście. Uciekano się nawet do zmyślnych forteli, by miłego gościa zatrzymać. Zdarzało się też, że gościom nieszczególnie spieszyło się z odjazdem, zwłaszcza gdy dwór słynął z dobrej kuchni. Wtedy sceny rozstania przedłużały się o wytworne śniadanie, urozmaicony obiad, miły podwieczorek i męczącą kolację, po której w żaden sposób „nie dało się” wyjechać.
Czy coś pozostało w naszym narodzie z dawnej gościnności ?



Literatura:1. E. Kowecka, W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX w. Warszawa 1984.2. W. Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach. Kraków 196  





Tags:

Deutsch-Polnisches Hochzeitsportal, Hochzeit, Polnische Hochzeit, wesele, Polnische Dj, Hochzeiten, heiraten, Dj w niemczech, Polnische Hochzeiten, Hochzeitsbranchenbuch, Polnische Hochzeitsmusik, Hochzeitsshop, Braut, Hochzeitsfotos, Polacy w Niemczech, Hochzeitsforum, Hochzeitsplanung, polskie wesela w niemczech ,Deutsch-Polnische Band, Hochzeitsorganisation, Brautmoden, Hochzeit-PL, Hochzeitsmesse, Gewinnspiele,Hochzeitsratgeber, portal weselny w niemczech, moda ślubna, prasa ślubna, suknie ślubne,  domy weselne,ślub w niemczech, fotografia ślubna, Dj w niemczech, Hochzeit Video, zespoły ślubne, Hochzeitsfotos, poradnik pary młodej, Hochzeitsfotograf, organizacja wesela,  Hochzeit-TV, Polonia w Niemczech, Hochzeit Flohmarkt





.
Facebook Google Plus Twitter